Życie po zarzutach – Masy i moje

Powiedzieć, że aresztowanie Masy półtora roku temu było dla mnie trzęsieniem ziemi, to nic nie powiedzieć. Najpierw dużo telefonów, czy coś więcej wiem, a potem nagle cisza. Było wielu przyjaciół i nagle zniknęli, zagubili się w akcji. Kiedyś setki telefonów i smsów dziennie, teraz pustynia. Kiedyś były oferty współpracy, teraz milczenie. Zupełnie, jakby ktoś odciął prąd i powiedział: radź sobie sam, zaczynasz wszystko od nowa. Przez lata współpracy z Masą cały czas musiałem odpierać ataki dziennikarzy, którzy zarzucali mi, że promuję gangstera, bo był on, jest i już na zawsze pozostanie przestępcą, a ja niezmiennie odpowiadałem, że Jarek jest już innym człowiekiem; że gra w tej samej drużynie co policja i prokuratura. Oraz tak zwani porządni ludzie. Inna sprawa, że Ci sami dziennikarze, którzy publicznie deklarowali, że nie zniżyliby się do pisania książek z Masą, a nawet do podania mu ręki, wysyłali do niego maile, żeby podjął współpracę także z nimi. Widziałem te maile, ale to już inna sprawa. Tak czy inaczej, wierzyłem, że Masa jest już po drugiej stronie mocy i co więcej – mam masę (nomen omen) dowodów na to, że naprawdę starał się pomagać organom ścigania w zwalczaniu odradzającej się przestępczości zorganizowanej. Kiedy więc w mediach pojawiła się informacja o tym, że na Masie ciążą liczne podejrzenia prokuratorskie, a z biegiem czasu ich lista się wydłużyła, nie bardzo wiedziałem, co mówić. Wybrałem milczenie. Wprawdzie od razu po aresztowaniu Masy zostałem zaproszony do TVN, abym skomentował to wydarzenie, ale byłem wtedy zbyt „pobity” emocjami i po prostu zaskoczony tym, co się stało, żeby próbować racjonalizować całą sprawę. Zresztą, prowadzącego tak naprawdę interesowało tylko to, ile pieniędzy zarobiliśmy na tej serii, więc temat zbrodni i kary zszedł na dalszy plan. Dziś pewnie wypadłbym przed kamerą lepiej. Potem przez media społecznościowe przetoczyła się lawina triumfalnych komentarzy – Masa i Górski nie będą już rządzić na rynku wydawniczym, i nie będą kreować własnej historii lat 90. Od razu pojawiły się zastępy nowych ekspertów, nowych komentatorów, nowych bohaterów lat 90. Wymazywanie Masy rozpoczęło się niemal od razu po aresztowaniu. Sam zadawałem sobie to pytanie: czy przez aresztowanie Masy sam stałem się mniej wiarygodny? Nie mi to oceniać. Mogę powiedzieć tylko tyle, że aresztowanie nastąpiło z powodów zupełnie niezwiązanych z funkcjonowaniem grupy pruszkowskiej i nic z tego, co pojawiło się w naszych książkach, nie zostało zakwestionowane. A to, że Masa nie do końca zerwał z działalnością niezgodną z prawem… On sam wielokrotnie podkreślał, że jesteśmy przyjaciółmi. Ja dodawałem, że jest to przyjaźń dziwna i mająca swoje granice, ale też nigdy się nie wypierałem swoich relacji z Jarkiem. Napisać z kimś osiem książek to tak, jak zjeść beczkę soli. Nasza znajomość nie ograniczała się tylko do czasu, kiedy pisaliśmy kolejne rozdziały książek czy felietony do „Focusa Śledczego”. Byliśmy razem na wakacjach, byłem na jego ślubie, zapraszał mnie na wszystkie swoje urodziny i inne uroczystości rodzinne. Jak to kiedyś powiedział o mnie swoim kumplom: „Artur to taki sam gangster jak wy i ja, tylko inaczej. On by nawet bułki w sklepie nie ukradł. On nawet nie umie powiedzieć „kurwa”. Ale jest jednym z nas”. Jaki kraj, taki Frank Sinatra. Możecie myśleć, co chcecie, ale ja uważałem go za naprawdę fajnego kolegę i przyzwoitego gościa. Ktoś powie, że przyzwoity gość nie robi rzeczy, za które grozi dziesięć lat więzienia. Powiedzmy zatem, że miał dwie twarze i ja poznałem jedną z nich. Ale też obracanie się wśród byłych gangsterów nauczyło mnie tego, że ludziom o przestępczej przeszłości bardzo trudno wraca się do świata, w którym nie łamie się prawa. Zmieniają się trochę i być może to trochę wystarczy im do osiągnięcia poczucia, że już należą do społeczności tzw. porządnych ludzi. A, że poza tym „trochę” jest jeszcze sfera, w której można stosunkowo łatwo zarobić pieniądze… Hmmm, taki mamy klimat. Nie mówię tu o Masie – znam wiele przepadków nie do końca udanych powrotów do świata w ramach prawa. Wracając do naszej przyjaźni – kiedy został aresztowany, pomyślałem sobie wzburzony: - To taki z Ciebie przyjaciel, skoro nie miałem zielonego pojęcia, czym się zajmujesz? Ale potem naszła mnie refleksja: w sumie to, że nie informował mnie o tym, za co przyszło mu zapłacić wysoką cenę, to było najlepsze co mógł dla mnie zrobić. Być może to był właśnie gest przyjaźni. Gdybym miał choć niewielką wiedzę w tym temacie, już byłbym z lekka umoczony. No bo, jak głosi prawo, kto posiada wiedzę na temat popełnionego przestępstwa, jest zobowiązany podzielić się nią z organami ścigania. Czy ja bym się tą wiedzą podzielił? Na to pytanie nie chcę znać odpowiedzi. Tak czy inaczej, uznał pewnie, że ja na udziałowca nielegalnej działalności po prostu się nie nadaję. I miał rację. W maju miną dwa lata od aresztowania – pewnie w nieodległej przyszłości zostanie ogłoszony termin rozprawy sądowej. Cokolwiek zadecyduje sąd, wierzę, że Masa jeszcze kiedyś… Nie, na razie nie jestem w stanie uwierzyć w jakikolwiek optymistyczny scenariusz, ale naprawdę bardzo bym chciał. Dla dobra, jego rodziny. I trochę też dla mnie. Artur Górski PS. Tych Czytelników, którzy zechcą krytycznie ocenić powyższy wpis, zrozumiem i nie będę miał żalu. Zaznaczam jedynie, że na krytykę zdążyłem się już uodpornić.