Pedofilia wyborcza

Już od dłuższego czasu na naszych oczach toczy się dość szczególny pojedynek – pojedynek na pedofilię: czyja gorsza, czyja zasługująca na większe potępienie. Tak naprawdę, spór ten nie zaczął się od głośnego filmu braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”, ale miał wcześniejsze odsłony, tyle, że o wiele mniej spektakularne. Powiedzmy, że wcześniej były wypady nękające, a teraz oglądamy otwartą wojnę. Wojnę, która jakimś cudem przybrała na sile przed wyborami prezydenckimi, a jako że elekcja ciągle przed nami, huk dział nie milknie.


Najpierw wspomniany film Sekielskich, wymierzony w układ rządzący, potem niezbyt spektakularna próba odwetu, polegająca na wyciągnięciu pedofilskich skłonności pewnemu wiekowemu dziś muzykowi jazzowemu, potem zapowiedź Sylwestra Latkowskiego, że zaraz pojawi się coś „na grubo” przeciwko salonowi, potem kolejna produkcja Sekielskich pt. „Zabawa w chowanego”, i wreszcie mocny return Latkowskiego pt. „Nic się nie stało”, uderzający w zboczenia celebrytów. Nie zapominajmy też o głośnym filmie Wojciecha Smarzowskiego pt. „Kler”.

Wielkie portale internetowe zwietrzyły krew – doskonale wiedząc, co „kręci” rodaków, szczegółowo relacjonują zamieszanie wywołany tymi filmami. A zainteresowani bronią się jak mogą, bo wiedzą, że zostać przełożonym na półkę „pedofile” to znaczy ponieść cywilną śmierć

Żeby było jasne – pedofilia jest bezwzględnym złem i ci, którzy forsowali tezę o „dobrym dotyku” powinni trafić do osobnego piekła z wyspecjalizowaną (i równie zboczoną) obsługą. Tyle, że w tej wojnie na filmy nie chodzi o walkę z patologią - to jest po prostu walka polityczna, gdzie bije się (napisałbym „napierdala się”, ale staram się unikać wulgaryzmów) poniżej pasa. Najpierw „lewi” zaatakowali Kościół, bo wiadomo, że jest jednym z głównych filarów, na których wspiera się obecna władza, a potem „prawi” uderzyli w celebrytów, bo ci kojarzą się z mediami, przychylnymi stronie lewicowo-liberalnej, czyli antypisowskiej. Z jednej strony wyborca PIS dozna rozczarowania, że kler, któremu zawsze bezwzględnie ufał, tak brzydko się bawi i dojdzie do wniosku, że może nie warto głosować na partię, którą ów kler wspiera. Z drugiej zaś, jak tu głosować na opozycję, skoro po jej stronie stoją gwiazdki o zboczonych skłonnościach? Nie dość, że rozbijają się luksusowymi samochodami (które zresztą użyczają im dealerzy), ubierają się u modnych projektantów (też za darmo), stać ich na najlepszą kokainę (to już za pieniądze), bywają w najdroższych klubach, to jeszcze wciągają do swoich łóżek dzieci. Tak, temat pedofilii wywołuje wielkie emocje - większe nawet niż skandal wokół maseczek z Antonowa „Mrija”.

Myślę, że większość z nas doskonale wie, że nie o dobro dzieci tu chodzi, ale o dobro tych którzy mają dojść do władzy. A jednak trzeba ciągle o tym przypominać. Za pomocą pedofilii łatwo zniszczyć – może nie całą grupę, ale poszczególnych ludzi na pewno. I niekoniecznie trzeba ją udowodnić – wystarczy zasugerować, że ktoś coś wiedział, nie powiedział, a to było tak… W ten sposób mocno nadwątlono choćby autorytet Jana Pawła II, także w Polsce, bo wciąż powtarza się, że wiedział o pedofilii w Kościele, ale nic nie zrobił, aby ją ukrócić. Czy tak było w istocie? Tego nigdy się nie dowiemy, natomiast przekonano nas do wersji niekorzystnej dla papieża-Polaka. Jeśli teraz pojawiłyby się dokumenty, świadczące o tym, że jednak próbował coś zrobić z tym problemem, to mało kto w nie uwierzy.

Był sobie kiedyś pewien spec od wizerunku – zawsze uważałem, że ten mocno arogancki facet był mocno przereklamowany, a jego najgłośniejszy pomysł, polegający na zmuszeniu pewnego polityka, aby zaczął chodzić do solarium, wydawał mi się, nomen omen, dziecinny i wręcz prostacki. Spec opowiadał się przeciwko prawicy, a podczas programu telewizyjnego, w którym występował z przedstawiciele narodowców, posunął się do zachowań po prostu żenujących (zasugerował narodowcowi, że wraz ze swymi towarzyszami onanizuje się pod portretem Romana Dmowskiego). Kilka dni później spec już był zatrzymany przez policję pod zarzutem posiadania materiałów pornograficznych o charakterze pedofilskim. Nie wiem, jak potoczyły się dalsze losy speca, ale nikt już nie traktuje go jak autorytet i nikt nie zaprasza go przed kamery tzw. salonowych mediów. Gość jest skończony. Nie mam pojęcia, czy dysponował zakazanymi materiałami, być może tak - wiem jedno, ta gwiazda już przestała świecić.

Jaki morał z tego mojego komentarza? Nie ma żadnego… Bo to temat skrajnie niemoralny.

Artur Górski