Niebezpieczne związki

Przecieram oczy ze zdumienia – ja wiem, że w ferworze walki politycznej sięga się po broń zakazaną konwencjami czy dobrymi obyczajami, ale jednak pewne granice muszą zostać wytyczone. 

Otóż nie sądziłem, że „Gazeta Wyborcza”, skądinąd dziennik na naprawdę wysokim poziomie dziennikarskim, przyjmie jako sojusznika, czy może raczej – jako wiarygodne źródło informacji internetowy profil Zbigniewa Stonogi.

Dotychczas autorzy „Wyborczej” raczej dystansowali się od tego kontrowersyjnego biznesmena, być może dlatego, że zarówno wiarygodność, jak i forma podanej tam treści pozostawiają wiele do życzenia i średnio nadają się na salony. No, ale okazuje się, że przedwyborcza wojna z dygnitarzami PIS uzasadnia wejście w ten sojusz.


 Wczoraj na pierwszej stronie gazety ukazał się artykuł Wojciecha Czuchnowskiego pt. „Niebezpieczne związki Patrycji Koteckiej”, sugerujący (bo nie udowadniający) kontakty żony ministra Zbigniewa Ziobry z półświatkiem. I to półświatkiem, który można powiązać z polską mafią. Redakcja pisze, że dotarła do zeznań świadka koronnego Piotra K. pseudonim Broda, który dysponuje wiedzą niewygodną dla Patrycji Koteckiej. Otóż dotarcie to polegało, jak sądzę, na wysłuchaniu relacji Brody, opublikowanej na stronie internetowej Zbigniewa Stonogi – materiał ten jest dostępny już od dawna i myślę, że co najmniej kilkaset tysięcy internautów dotarło do niego przed dziennikarzami. 

Żeby nie psuć Czytelnikom mojego tekstu przyjemności z lektury artykułu w „Wyborczej”, wspomnę tylko, że przypisuje się tam Koteckiej bliskie związki z gangsterami, zlecenie podpalenia jednej z pizzerii na Ursynowie oraz… relacje seksualne z ludźmi o poszlakowanej opinii. Na dowód tych ostatnich na stronie Zbigniewa Stonogi pojawiło się zdjęcie, rzekomo Patrycji Koteckiej, uprawiającej seks oralny. Nawiasem mówiąc, to dość kuriozalne, a zarazem żałosne, że jak facet chce zdyskredytować kobietę, to publikuje jej zdjęcia (jeśli takimi dysponuje) podczas seksu oralnego. Tak jakby to ją dyskwalifikowało pod względem moralnym i każdym innym (jemu wolno, jej nie). Znam Patrycję od lat, byłem jej szefem w dziale śledczym „Życia Warszawy” i zapewniam, że na tym zdjęciu jest jakaś inna kobieta. Do kogo należy organ, nie wiadomo.

W artykule cytowane są wypowiedzi anonimowych dziennikarzy „Superexpressu”, który pracowali z Patrycją i wspominają, że często przyjeżdżało po nią BMW (bo wiadomo, że jak gangster, to BMW, gdyby przyjechał Skodą, to byłby dyskutant Klubu Inteligencji Katolickiej). Może przyjeżdżało, może nie – z tego i tak nie da się wywieść żadnej sensownej poszlaki. Wniosek jest natomiast taki, że kolega z redakcji, który nie chce ujawnić swoich personaliów, po prostu chce zaszkodzić, ale trochę się boi konsekwencji. Wielu z tych, którzy pracowali z Partycją w „Superaku” przeszło z nią do „Życia Warszawy”, więc to w tym gronie szukałbym źródeł informacji. Trochę mi przykro, że biorą udział w akcji przeciwko koleżance. Oczywiście, ja nie rozstrzygam, czy tezy, zawarte w artykule Czuchnowskiego są zgodne z prawdą, a może tylko w części zgodne z prawdą, nie mam wiedzy w tym temacie. Mam tylko w głowie cytat z pewnego polskiego filmu” w firmie nie donosi się na kolegów. W tym przypadku: na koleżanki. Albo donosi, ale z otwartą przyłbicą i wartościowymi informacjami.

Pojawiają się też sugestie, że Patrycja nosiła się… wyzywająco, ekstrawagancko, co oczywiście nie licuje z wizerunkiem pani redaktor. Fakt, nosiła się modnie, młodzieżowo, i wam, koledzy z redakcji, sprawiało to przecież przyjemność. Tak, strój Patrycji często był tematem pokątnych komentarzy. No i co z tego?

Wracając do Brody – w jego relacji pojawia się wątek nieżyjącego już policjanta Sławomira Opali, który popełnił samobójstwo. Otóż Broda zapewnia, że łączyła ich przyjaźń. Dziwna przyjaźń, bo to Broda właśnie, jako świadek koronny, pogrążył Opalę, przypisując mu związki z przestępczością zorganizowaną (nie wnikam w to, na ile były zgodne z prawdą – tu trzeba zaufać organom ścigania). W efekcie były policjant trafił na dwa i pół roku do więzienia. Zainteresowanym tematem polecam artykuł Piotra Pytlakowskiego z „Polityki” pt. „Pożegnanie policjanta Despero”. Chodzi mi tylko o to, że Broda ma swoją wersję zdarzeń i trzeba być ostrożnym z traktowaniem ich jako prawdy objawionej.

No, ale aby nadać im odpowiednią rangę, w artykule określa się Piotra K. mianem człowiek z pruszkowskiego i mokotowskiego szczytu.

Tuż po samobójczej śmierci Opali rozmawiałem z Masą o Brodzie. Spytałem, czy dobrze go zna i czy potwierdza, że był jednym z bossów Pruszkowa. Masa popatrzył na mnie jak na umysłowo chorego, po czym odparł: Jeśli gdzieś w Polsce jest jakiś inny Pruszków, to może i Broda był tam bossem. Nigdzie indziej nie był.

Na zakończenie króciutkie resume: nie wiem, w jakie sieci zaplątała się Patrycja i jakim rybakom przypadnie łup. Nie zamierzam komentować jej kariery po wstąpieniu w związek małżeński z ministrem (który akurat ministrem nie był). Wiem tylko, że była znakomitą dziennikarką śledczą, używając terminologii policyjnej - dziennikarką operacyjną. Taką, która nie siedzi za biurkiem i nie zbiera nagród za testy, napisane w cieple redakcyjnego kaloryfera. Działała na mieście, kręciła się przy różnych ludziach, przyniosła szokujące informacje i stała za wieloma sukcesami swoich gazet. Opala też się kręcił przy różnych ludziach i zbierał informacje – taka była jego rola. Zapłacił najwyższą cenę.

Wspominam o tym, bo pisząc książki z Masą wielokrotnie musiałem odpierać zarzuty, że przeszedłem na drugą stronę, że wynoszę mafiozów na ołtarze, że jestem jednym z nich (takie komentarze pojawiały się i w internecie, i w całkiem szacownym mediach). Wiem, jak to boli i wiem też, że pewne opinie trudno „odkręcić”. Co się przykleiło, to już jest i śmierdzi.

Nawet jeśli ta praca służyła temu, aby pokazać prawdziwe, wstrętne oblicze kryminalnego półświatka.

Artur Górski

PS. Czytałem, że obrony Patrycji podjął się detektyw Krzysztof Rutkowski, który z nią współpracował. No i dobrze.