Na tropie podpalaczy świata, czyli kto skorzysta na pandemii

Już dawno dziennikarstwo śledcze nie miało takiego pola do popisu jak teraz i już dawno nie było tak bezsilne wobec istoty tematu. Chodzi mi oczywiście o dotarcie do wiarygodnych źródeł informacji, z których jasno by wynikało, że całe to pandemiczne zawirowanie to nic innego, jak realizacja projektu jakiejś grupy trzymającej rzeczywistą władzę. Fikcja, która ma posłużyć do zaprowadzenia nowego porządku na świecie – i w sensie politycznym, i gospodarczym, i społeczno-obyczajowym. 


Już dawno dziennikarstwo śledcze nie miało takiego pola do popisu jak teraz i już dawno nie było tak bezsilne wobec istoty tematu. Chodzi mi oczywiście o dotarcie do wiarygodnych źródeł informacji, z których jasno by wynikało, że całe to pandemiczne zawirowanie to nic innego, jak realizacja projektu jakiejś grupy trzymającej rzeczywistą władzę. Fikcja, która ma posłużyć do zaprowadzenia nowego porządku na świecie – i w sensie politycznym, i gospodarczym, i społeczno-obyczajowym.

Jako, że jednak udowodnienie jakiegokolwiek działania sprawczego w tym zakresie przekracza możliwości mediów, dziennikarze unikają choćby dywagacji na ten temat. Jako, że jednak opiniotwórcza rola środków masowego przekazu powoli (zresztą wcale nie tak powoli) przechodzi do historii, a opiniotwórcze pisma potykają się o własne nietrafione analizy, z pomocą przychodzi internet i cała masa ekspertów nowego chowu. Ekspertów, którzy często sprawiają wrażenie o wiele lepiej poinformowanych niż nieszczęśni komentatorzy prasowi, wyrażający opinie zero-jedynkowe, wzbudzające znacznie większe emocje niż te, które wywołują gazetowe łamy. Powiedziałbym wręcz, że słowo ekspert nie oddaje istoty rzeczy.

Każde zawirowanie, każdy większy zakręt w dziejach (a takim jest przecież obecna epidemia), kreuje swoich proroków. Pojawiają się ni stąd, ni zowąd i głoszą teorie, które mają obalić wszelkie wersje oficjalne oraz wskazać, kto tak naprawdę jest winny, a kto odnosi korzyść. Niektórzy lepiej wcielają się rolę profetów, inni trochę gorzej. Jedni są groteskowi, inni wiarygodni. Jedni śmieszą, inni przerażają. Na początku problemu z koronawirusem w Polsce, w przestrzeni publicznej objawił się ksiądz (przemilczmy jego nazwisko, bo z pewnością jego opinii nie podzielało zbyt wielu duchownych katolickich), który ogłosił, że epidemia to kara, jaka spotyka nas za homoseksualizm. Nie pamiętam, czy było coś o lewactwie oraz LGBT, ale generalnie, wiadomo było, kogo duszpasterz nie lubi i kogo się obawia. Internet się pośmiał i szybko zapomniał o tym incydencie. Ale od czasu do czasu pojawiają się teorie, brzmiące o wiele bardziej wiarygodnie, podbudowane opiniami autorytetów. Teorie bulwersujące, nieprawdopodobne, a jednak dobrze uwiarygodnione.

Moją pasją w ostatnim czasie stało się wychwytywanie takich teorii spiskowych – na początku ich liczba nie porażała, tak samo, jak nie porażała ich treść (ich „bulwers”), ale im dalej w las, tym więcej proroków i szokujących opinii.

Zaczęło się od teorii, jakoby to USA uderzyły w Chiny, aby złamać tę rosnącą potęgę i gospodarczą, i militarną. Rzeczywiście, wzrost gospodarczy Chin dokonuje się w tempie błyskawicznym. Chińczycy z łatwością przejmują firmy na całym świecie, a wiele wskazuje na to, że chiński kapitał zacznie zagrażać nie tylko Stanom Zjednoczonym, ale także Europie czy Rosji. Taka teoria ma zatem ręce i nogi. Pisze o niej w mojej książce „Świat tajnych służb”. Oliwy do ognia dolały doniesienia prasowe, jakoby FBI aresztowała profesora Harvardu chemika Charlesa Liebera, pod zarzutem sprzedaży Chińczykom… koronawirusa właśnie (w pakiecie z innymi tajnymi wynalazkami). Wiadomość obiegła niema wszystkie najważniejsze zachodnie media. Potem dopiero okazało się, że to tak zwany fake news. Ręce i nogi ma też teoria kolportowana przez przeciwników Chin – ta, jakoby wirus był gwoździem do trumny Zachodu, ostatnim aktem przejmowania władzy w światowej gospodarce. Przy okazji pojawiła się wersja, jakoby Chińczycy, antycypujący wzrost technologii 5G w gospodarce i życiu społecznym, postanowili zalać świat swoimi produktami, zanim to Europa zaleje Chiny swoimi. Być może konflikt wokół obecności chińskiej firmy Huawei na rynku amerykańskim był zapowiedzią tej wojny.

Byli tacy, którzy obawiali się, że jeśli to Chińczycy wygrają bitwę o 5G, będą mogli kontrolować cały świat. Co więcej – w pewnym momencie karierę zrobiła teoria, jakoby to właśnie za pomocą masztów 5G rozsyłano koronawirusy. A gdy brytyjski minister Michael Gove ogłosił, że jest to totalna bzdura, teoria zyskała w oczach wielu na wiarygodności – panowie świata boją się, nieudolnie ośmieszają niewygodne poglądy, to ich stara metoda. Na tym właśnie polega siła teorii spiskowej – im bardziej jest nieprawdopodobna, i im bardziej odrzucają ją autorytety, ona rośnie. Ostatecznie, to mocna teoria o zamachu w Smoleńsku wyniosła do władzy obecną ekipę – nikt niczego nie musiał udowadniać; wystarczyło, że wpisywała się w określone oczekiwania pewnej części społeczeństwa. Była powtarzana często, a za każdym razem opatrywano ją konkluzją, że prawda jest coraz bliżej, coraz bliżej, na wyciągnięcie ręki. Nie wypowiadam się na temat tej katastrofy, nie mam do tego kompetencji, odnoszę się jednie do siły, jakie mają teorie spiskowe, „sfokusowane” na odpowiednią grupę docelową. W wypadku koronawirusa grupą docelową jest… cała ludzkość. Niezły zasięg, niezły projekt.

Potem było coraz lepiej – w pewnym momencie pojawiła się teoria, jakoby w całe zamieszanie zaplatane były pieniądze George’a Sorosa (jego nazwisko zawsze się pojawia, gdy ma miejsce jakieś większe zawirowanie. Swoją drogą, czy my aby nie przeceniamy faceta?). No, ale wielu wierzy, że Soros to największy rycerz świata ciemności. Po Sorosu pojawił się – i to mnie trochę zdziwiło – twórca Microsoftu, Bill Gates. Wiadomo, że jak ktoś jest najbogatszy na świecie (albo przynajmniej na podium), to ma potencjał, żeby namieszać na skalę planety, ale czemu właśnie jemu miałoby zależeć na pognębieniu gospodarki światowej? Przecież wyniki finansowe jego firmy są od stanu tej gospodarki uzależnione. Tym bardziej, że Gates angażuje swoje pieniądze w walkę ze skutkami epidemii. Według twórców teorii dotyczącej Gatesa, miał on potraktować wirusy jako rodzaj mikrochipów, którymi zostałaby zaatakowana ludzkość. Mówiąc krótko, wirus byłby czymś w rodzaju niewidocznego atramentu, plamiącego skórę w sposób widoczny wyłącznie dla określonych służb. I ten atrament pozwalałby w większym niż dotychczas stopniu kontrolować ludzi. Najpierw w zakresie zarażenia wirusem. A potem? A potem w każdym innym. Teorię tę bardzo popierał znany amerykański politolog i lobbysta Rober Stone, niezwykle ją uwiarygadniając.

Co więcej, pojawiły się nawet sugestie, jakoby Gates współdziałał w tym zakresie z jakąś wspólnota religijną, a jak wiadomo, wszelkie podejrzenia wokół organizacji typu Opus Dei czy Świadkowie Jehowy (że nie wspomnę o templariuszach) zawsze dobrze robią „sprzedawalności” newsa. Nie ma jak kościół, działający na rzecz sił ciemności, prawda? Mogą to być oczywiście rozmaite kościoły – czekam, że okaże się, że za pandemią stoi wspólnota Scjentologów.

Żeby nie przedłużać, bo teorie spiskowe czasu pandemii to temat na obszerną książkę: ostatnio coraz więcej palców wskazujących kieruje się w stronę grupy Bilderberg. Grupy, przez niektórych określanej mianem światowego superrządu albo masońskiego superrządu. Jako, że jednym z jego twórców był polski intelektualista, Józef Retinger, sprawa może być dla nas interesująca, choć nie aż tak, jak byśmy chcieli. Rzeczywiście, owo towarzystwo jest niezwykle prestiżowe i wpływowe, bo zasilają je swymi opiniami nie tylko politycy, nie tylko przedstawiciele dworów królewski czy arystokracji, ale także (może przed wszystkim) szefowie największych światowych koncernów. Jako, że szerszej opinii publicznej nie podaje się do wiadomości tematyki, podejmowanej podczas spotkań, łatwo o podejrzenie, że debatuje się tam na losami świata i to niekoniecznie w kontekście, jak go ratować, ale jak zniszczyć to, co grupie wydaje się elementem niepożądanym. Mało komu przyjdzie do głowy, że tam po prostu odchodzi zbiorowe „bla, bla, bla”, przerywane na czas wykwintnych posiłków. W ubiegłym roku Bilderbergowie obradowali w hotelu „Montreaux Palace” nad jeziorem Genewskim – owszem, miejsce to jest godne arystokracji decydentów (tak się składa, że mieszkałem w tym przepięknym hotelu przez kilka dni, oczywiście na zaproszenie wielkiego koncernu, bo sam to pewnie nawet nie byłbym w stanie zapłacić za kawę w hotelowym barze). Czy to możliwe, że w tak miłych okolicznościach natury mogły powstawać takie ponure projekty: „a może stworzyć jakiegoś wirusa, pozamykać ludzi w domach, starszych wysłać na tamten świat i rozwalić gospodarkę? Może urealnimy politykę kredytową banków przez zubożenie połowy ludzkości i ostudzenie jej potrzeb konsumpcyjnych a wzbogacimy wielkie koncerny, likwidując konkurencję ze strony mniejszych przedsiębiorstw? Może wesprzemy globalizację, redukując znaczenie inicjatyw o charakterze lokalnym czy regionalnym?”.

Nie chce mi się w to wierzyć, tym bardziej, że traktowałbym bardziej grupę Bilderberg jako ekskluzywny klub dyskusyjny, miejsce, w którym bywanie stanowi wielką nobilitację, niż jako bunkier spiskowców. Spiski z reguły powstają w bardziej kameralnych miejscach i zawiązywane są przez osoby z tego samego kręgu zainteresowań (a nie ze społecznego kalejdoskopu, jak w wypadku Bilderbergów). Spiskowcy nie zapraszają gości na swe konferencje. Co nie znaczy, że projekty, które przedstawiłem powyżej nie powstają w jakichś gronach. Pandemia jest fantastyczną okazją do wyczyszczenia świata ze zjawisk, które niektórym nie są na rękę. Każdy gospodarczy (i nie tylko gospodarczy) sektor ma swoją elitę, która wierzy, że koronawirus może być jej wielkim sojusznikiem. I ten, kto umie z tego skorzystać, będzie już niedługo wielkim wygranym. Ale nie szukałbym winnych tam, gdzie wskazuje większość palców. Zawsze bowiem szukamy w tych samych miejscach i rzadko kiedy coś tam znajdujemy.

A w ogóle to mniej oddawajmy się teoriom spiskowym, bo wielu z nas zagotują się mózgi, a jak wiadomo, gotowany mózg działa znacznie gorzej od tego, w postaci naturalnej.

Artur Górski